Nauka gry na gitarze – Warszawa
Uczyć, zadawać prace domowe i wymagać na każdej lekcji, czy potraktować marginalnie ?
Na wstępie od razu zaznaczę że jestem przeciwnikiem szablonowego nauczania, polegającego na przerabianiu kolejnych książek, lub materiałów internetowych. Spotykałem wielokrotnie muzyków grających na koncertach zaawansowane i trudne technicznie utwory, którzy to nie potrafili grać ze słuchu. Panuje taki pogląd że klasyka jest sztywna, bo nie ma w niej miejsca na improwizację. Rzeczywiście, jeżeli nauka polega tylko na opanowaniu z nut czy z tabulatur kolejnych zamkniętych utworów, (również nie klasycznych) bez jakiejkolwiek próby indywidualnego i odmiennego wykonania to efektem końcowym jest kolejny tzw. „sztywny muzyk”.
Jest liczna grupa uczniów w wieku od sześciu od kilkunastu lat, uczęszczających nie do szkół muzycznych, ale do różnych domów, klubów i ośrodków kultury. W jednym z nich pracuję jako instruktor. Przesłuchań wstępnych nie ma, stąd też statystyczna część chętnych jest bez słuchu muzycznego. Lekcja raz w tygodniu trwa z najmłodszymi 30 minut, ze starszymi 45 minut. Pracę domową przeważnie „odrabia” co dziesiąty uczeń, (bo ma dużo nauki, a po szkole angielski, piłkę i karate), egzaminów końcowych nie ma. I oczywiście jedne lub nawet dwa zajęcia w miesiącu z różnych powodów opuści, a do tego dochodzą najróżniejsze święta państwowe i kościelne. Zdecydowana większość gra na lekcji, a domu nie częściej niż 3 – 2 razy w tygodniu, ew. w sobotę, niedzielę lub wcale, bo wyjeżdżają, albo…. nie mają kupionej gitary. To ostatnie jest niewiarygodne, ale wielokrotnie wypożyczałem moją prywatną gitarę i to nieraz na kilka miesięcy.
Większość uczniów kontakt z gitarą ma poniżej 10 godzin w miesiącu.
Takie są realia. Aby były widoczne efekty, przeważnie najłatwiej jest nauczyć takiego adepta kilku utworów (najlepiej przez niego wybranych, żeby się nie zniechęcił i dotrwał do końca roku), które to wykona na uroczystym zakończeniu roku w obecności rodziców. Oczywiście efekty widać, z resztą opanowywanie pamięciowe utworów i technika wykonania są ważnymi elementami nauki. Niestety, gdy się książka otworzy się nie na tej stronie co trzeba, to zaczyna się dukanie, albo szukanie nut. I to zdarza się po drugim roku nauczania.
Osobiście na każdych zajęciach, daję uczniom różne coraz to nowe krótkie utwory, najpierw łatwe – które uczniowie podpisują, następnie gdy już czytają nuty bez podpisywania, dostają utwory trudniejsze. Utwory grają jednorazowo, a vista, lepiej, gorzej, ale bez powtórek i bez wkuwania, zwracając przy tym uwagę na technikę gry. Na drugim roku nauki potrafią zagrać płynnie a vista każdy dowolnie wybrany utwór o małym stopniu trudności. Jest to istotne, ponieważ skupiają się już nie na czytaniu nut, ale na dynamice, tempie, wydobyciu dźwięku, i graniu właściwymi palcami, czyniąc szybsze postępy w muzycznej edukacji.
Oczywiście są utwory wybrane, które są dokładnie szlifowane przez szereg lekcji. I właśnie podczas pracy nad utworami wybranymi, próbujemy się „odsztywniać”. Tworzymy różne wariacje, np. zmieniamy metrum, tonację, komponujemy nowe części, lub rozpisuję utwór na dwie lub kilka gitar, zostawiając fragmenty bez nut, do samodzielnego zagrania przez uczniów. ze słuchu. Część uczniów, jak wcześniej pisałem nie ma słuchu muzycznego. Gra i nie „słyszy” co gra. Są tacy, co nie potrafią odróżnić sekundy od kwarty czy kwinty. Takim przykładem jest Mikołaj. Jak pomylił struny, to potrafił zagrać cały pasaż, (ok. dziesięciu dźwięków) na innej strunie, przy czym na strunach basowych grał prawidłowo. Wychodziła jakaś kosmiczna kompozycja. Na moje pytanie: Mikołaj, czy Ty aby na pewno dobrze grasz ? – patrzał się w kartkę i mówił : chyba… dobrze. Mikołaj, a może struny Ci się pomyliły ? Aaaa tak, ma pan rację, pomyliły się… Ale Mikołaj jest też przykładem wytrwałości. Nie zniechęcił się i po przeszło dwóch latach nauki samodzielnie zaczął poprawiać błędy podczas gry. Po trzech latach umiał ze słuchu nastroić gitarę (bez tunera) i ponagrywał szereg utworów.
Utwory wybrane są z reguły wykonywane z pamięci, ale uczniowie mogą także grać inne dowolne utwory z nut, przez co występy są bardziej urozmaicone i „na żywo”
Uważam że pomimo wymienionych wcześniej realiów, przy odpowiednim sposobie prowadzenia zajęć, możliwe jest osiągnięcie przez uczniów wykształcenia na poziomie drugiej lub trzeciej klasy podstawowej szkoły muzycznej. (pomijając teorię, instrument dodatkowy, chór i granie w zespole). Niektórych wytrwałych uczniów namawiam do kontynuowania dalszych zajęć w szkole muzycznej. Takim przykładem jest Rafał. Zaczął uczyć się w wieku ok.9 lat na gitarze akustycznej i elektrycznej. Ponagrywał w tym okresie dziewięć filmów. Po trzech latach namówiłem rodziców żeby zapisali go do publicznej szkoły muzycznej, w której są przesłuchania wstępne i kilku kandydatów na jedno miejsce. Rafał zaliczył przesłuchanie oraz część pisemną i dostał się od razu na drugi rok. W ostatnich czterech filmach występuje z gitarą klasyczną, po 1, 5 roku nauki w szkole muzycznej.
Inni moi uczniowie: Janek, Dymitr, Małgosia i Ostap na wszystkich filmach grają z nut. Oczywiście nie grają a vista, przygotowywali się wcześniej do nagrań, ale na sesji Małgosia i Ostap zagrali po dziesięć utworów !! Słychać niedociągnięcia i pomyłki. Nie było zamiaru zrobienia z nich cudownych dzieci. Gdyby miały do nauki jeden czy dwa utwory, wykułyby je na pamięć i zagrałyby idealnie.
A resztę książki by dukały ……
Zapraszam na mojego facebooka: https://www.facebook.com/abcgitara oraz kanał na youtube: https://www.youtube.com/user/ABCDgitary
W odpowiedzi na “Uczenie czytania zapisu nutowego w ramach nauki gry na gitarze klasycznej w placówkach poza szkolnych”
Bardzo fajny artykuł – fajnie się czyta. Czekam na więcej 🙂